Wydawnictwo Czarne, Moja ocena 5/6
Recenzja mojego męża.
Mariusz Urbanek, to obecnie bez wątpienia jeden z najlepszych autorów biografii, dopracowanych, świetnie napisanych, bogato udokumentowanych. Każda kolejna jego książka to pewny bestseller.
Nic więc dziwnego, iż książka Makuszyński O jednym takim któremu ukradziono słońce zainteresowała mnie gdy tylko pojawiła się na półce nowości w księgarniach.
Bohater Urbanka, to autor najpoczytniejszych książek dla młodych czytelników, ojciec Koziołka Matołka. Jego twórczość znają w zasadzie wszyscy. Jego samego - prawie nikt.
Urbanek próbuje to zmienić.
W książce podaje wiele arcyciekawych i nieznanych dotąd fakt.ów, które świadczą o tym, iż Makuszyński był niezwykłym, wyprzedającym swoja epokę człowiekiem. Świadczą o tym przede wszystkim jego książki tworzone w czasie, gdy awanturnicze książki tworzono tylko dla chłopców i oni także byli ich bohaterami. Autor Szaleństw panny z mokrą głową zachowywał się inaczej, nowatorsko.
Mimo, iż bohaterkami wielu jego książek były kobiety, dziewczęta, podlotki, a kolejne żony pisarza były wspaniałymi, mądrymi, zdolnymi kobietami, sam Makuszyński znany był ze swojego antyfeminizmu.
Jak twierdzi Urbanek, z jego bohatera, szybko wyglądającego jak podtatusiały wujek, wychodził mizogin, którego nie dało się opanować.
Ale to nie jedyna sprzeczność w naszym bohaterze. Mimo, iż tworzył dla dzieci, dzieci nie lubił. Ot kolejny paradoks. A jest to dopiero początek sprzeczności w Makuszyńskim, jego mniejszych i większych wad. O innych przeczytacie w książce.
Biograf opowiada naprzemiennie o życiu i twórczości autora Awantury o Basię. Co istotne, porusza kwestię nie tylko tych znanych dzieł Makuszyńskiego i historii ich powstania. Urbanek opowiada o całym jego pisarza, twórczości, a zaczyna od pierwszych, może trochę grafomańskich wierszy, które Kornel tworzył od 11. roku życia.
Ważnym jest, iż Urbanek twórczość Makuszyńskiego miesza z życiem pisarza, a to wszystko umieszcza na tle burzliwej epoki, w której przyszło mu żyć i tworzyć. Szczególnie jest to ważne w rozdziale Żydki, żydy, żydzięta.. w kontekście sytuacji w jaka miała miejsce wtedy w Polsce. Ale nie tylko o ten rozdział chodzi. Opowieść o Makuszyńskim to miks ciekawych, nieznanych faktów, elementów socjologiczno-psychologicznych, wtrętów o ówczesnym życiu, a to wszystko otoczone ciekawymi wtrętami historycznymi.
Po książkę bez wątpienia warto sięgnąć. Nie jest gruba, jak wcześniejsze biografie autorstwa Mariusza Urbanka, ale warta przeczytania. Jednak ostrzegam, po lekturze nic nie będzie takie samo, a Twórca Szatana z siódmej klasy z pewnością nie pozostanie w pamięci, jako przemiły, cudowny człowiek.
Dobra książka jest jak alkohol - też idzie do głowy. (Magdalena Samozwaniec)
Strony
- Strona główna
- Przeczytane w grudniu 2011r. i 2012r.
- Przeczytane w 2013r.
- Przeczytane w 2014 r.
- Przeczytane w 2015r.
- Przeczytane w 2016 r.
- Przeczytane w 2017 r.
- Przeczytane w 2018 r.
- Przeczytane w 2019 r.
- Przeczytane w 2020 r.
- Przeczytane w 2021 r.
- Przeczytane w 2022r.
- Przeczytane w 2023 roku
- Przeczytane w 2024, 2025, 2026 roku
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mariusz urbanek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mariusz urbanek. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 7 sierpnia 2017
czwartek, 7 kwietnia 2016
Wieniawa. Szwoleżer na Pegazie - Mariusz Urbanek
Recenzja mojego męża.
Doskonała biografia ukazująca niebanalnego człowieka. Bohaterem książki jest bowiem Bolesław Wieniawa-Długoszowski postać znana wszystkim, zarówno ze swojej waleczności, jak i barwnego życia oraz niezwykłego zachowania. Był na równo doskonałym wojskowym,, jak i hulaką, kochankiem, admiratorem pięknych kobiet, osobą tryskającą energią i korzystającą z życia na tyle na ile się da.
Nie bez kozery krążyły o nim w okresie międzywojennym liczne, często przezabawna, a sporadycznie także przerażające anegdoty.
Niniejsza książka opowiada o życiu Wieniawy od rozpoczęcia edukacji, gdy Polski jeszcze na mapie świata nie było, aż do śmierci bohatera w 1942 roku.
Oczywistym jest, iż dokładne zaprezentowanie tak długiego okresu życia barwnej postaci, skutkowałoby kilkutomową lekturą. W związku z tym Urbanek pokusił się o wybranie i przedstawienie czytelnikowi najciekawszych aspektów życia swojego bohatera. Dzięki temu książkę czyta się z wielką przyjemnością, zaciekawieniem, bez nieodzownych w przypadku zbyt dokładnych biografii, chwil znudzenia.
Urbanek jako źródeł użył pamiętników, listów, wspomnień związanych z Wieniawą, czy nawet wierszy pisanych o generale. Co istotne, skonfrontował z nimi tak liczne anegdoty o generale. Na ile owe anegdoty wytrzymały ową konfrontację, na ile okazały się prawdziwymi, a na ile podkoloryzowanymi lub wręcz fikcją? Tego dowiecie się w trakcie lektury książki. Gorąco do tego zachęcam.
Cennym uzupełnieniem są licznie w tekście przytaczane listy, wypowiedzi Wieniawy. Dodają one książce specyficznego klimatu i smaczku i pozwalają lepiej poznać tego niebanalnego człowieka.
To co niezwykle cenie w książkach Mariusza Urbanka, to doskonałe przygotowanie merytoryczne oraz brak oceny samych bohaterów, czy ich czynów.
Wieniawy Urbanek także nie ocenia. Nie ściąga go z piedestału, na który wstawili go jemu współcześnie, ani też nie stawia go na jeszcze wyższy piedestał. Pozwala za to przemówić faktom i zdejmuje ze szwoleżera sporą część łatki hulaki i bawidamka.
Co zostaje? Jaki Wieniawa jawi się czytelnikowi w trakcie lektury? Gwarantuję, iż w wielu przypadkach będziecie zaskoczeni.
Po raz kolejny Mariusz Urbanek stanął na wysokości zadania. Stworzył fascynującą opowieść, której dodatkową zaletą jest ukazanie bohaterów z najróżniejszych stron, w najróżniejszych aspektach życia.
A tutaj (klik) pozostałe zrecenzowane książki Mariusza Urbanka.
Doskonała biografia ukazująca niebanalnego człowieka. Bohaterem książki jest bowiem Bolesław Wieniawa-Długoszowski postać znana wszystkim, zarówno ze swojej waleczności, jak i barwnego życia oraz niezwykłego zachowania. Był na równo doskonałym wojskowym,, jak i hulaką, kochankiem, admiratorem pięknych kobiet, osobą tryskającą energią i korzystającą z życia na tyle na ile się da.
Nie bez kozery krążyły o nim w okresie międzywojennym liczne, często przezabawna, a sporadycznie także przerażające anegdoty.
Niniejsza książka opowiada o życiu Wieniawy od rozpoczęcia edukacji, gdy Polski jeszcze na mapie świata nie było, aż do śmierci bohatera w 1942 roku.
Oczywistym jest, iż dokładne zaprezentowanie tak długiego okresu życia barwnej postaci, skutkowałoby kilkutomową lekturą. W związku z tym Urbanek pokusił się o wybranie i przedstawienie czytelnikowi najciekawszych aspektów życia swojego bohatera. Dzięki temu książkę czyta się z wielką przyjemnością, zaciekawieniem, bez nieodzownych w przypadku zbyt dokładnych biografii, chwil znudzenia.
Urbanek jako źródeł użył pamiętników, listów, wspomnień związanych z Wieniawą, czy nawet wierszy pisanych o generale. Co istotne, skonfrontował z nimi tak liczne anegdoty o generale. Na ile owe anegdoty wytrzymały ową konfrontację, na ile okazały się prawdziwymi, a na ile podkoloryzowanymi lub wręcz fikcją? Tego dowiecie się w trakcie lektury książki. Gorąco do tego zachęcam.
![]() |
| Nasze "urbanki":) |
To co niezwykle cenie w książkach Mariusza Urbanka, to doskonałe przygotowanie merytoryczne oraz brak oceny samych bohaterów, czy ich czynów.
Wieniawy Urbanek także nie ocenia. Nie ściąga go z piedestału, na który wstawili go jemu współcześnie, ani też nie stawia go na jeszcze wyższy piedestał. Pozwala za to przemówić faktom i zdejmuje ze szwoleżera sporą część łatki hulaki i bawidamka.
Co zostaje? Jaki Wieniawa jawi się czytelnikowi w trakcie lektury? Gwarantuję, iż w wielu przypadkach będziecie zaskoczeni.
Po raz kolejny Mariusz Urbanek stanął na wysokości zadania. Stworzył fascynującą opowieść, której dodatkową zaletą jest ukazanie bohaterów z najróżniejszych stron, w najróżniejszych aspektach życia.
A tutaj (klik) pozostałe zrecenzowane książki Mariusza Urbanka.
czwartek, 22 października 2015
Kisielewscy - Mariusz Urbanek
Wydawnictwo Iskry, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.
Tytułowi Kisielewscy, to jedna rodzina, a w niej trzy pokolenia, cztery fascynujące osobowości. Mariusz Urbanek, który zasłynął świetnymi biografiami, tym razem pokusił się o stworzenie rodowej monografii. Efekt końcowy w postaci niniejszej książki, jak zwykle rewelacyjny.
Kisielewscy to niebanalna, wręcz niezwykłą rodzina obecna na polskim firmamencie kulturalnym od blisko wieku. Do najznamienitszych postaci rodziny należeli (należą) - Jan August Kisielewski, dramaturg i jeden z założycieli kabaretu Zielony Balonik, autor, którego sztukę Teatr Miejski wystawił w Krakowie w 1899 roku. Pisał on także wspaniałe recenzje teatralne czasowo pomieszkując w Warszawie. Niestety, pokonała go straszna choroba.
Zygmunt, pisarz, radiowiec, z przekonań piłsudczyk, konspirator, który całkiem sporo czasu spędził w aresztach i więzieniach – ojciec Stefana Kisielewskiego.
Następnie słynny i znanym większości osób ze słyszenia Kisiel, kompozytor, publicysta, pisarz, wybitna osobowość życia politycznego i społecznego, enfant terrible Polski Ludowej.
Wacław Kisielewski, to jego syn, który parał się m.in. wspaniałymi koncertami w duecie fortepianowym Marek i Wacek. Był także hazardzistą, którego fortuna zgodnie z powiedzeniem kołem się toczyła. Był także nieprzejednanym wrogiem ustroju komunistycznego, w którym musiał żyć.
Aktualne (jeżeli można tak określić) pokolenie rodu, to Jerzy Kisielewski, dziennikarz, i Krystyna Kisielewska-Sławińska, romanistka i tłumaczka.
To nich, o ich życiu, twórczościach, pasjach, smutkach i radościach jest ta książka. Pomiędzy opowieść o życiu bohaterów Urbanek wplata burzliwe dzieje XX-wiecznej Polski. Taki miks po raz kolejny udaje mu się po mistrzowsku i dzięki temu książkę czyta się wręcz z rozkoszą.
Książka, monografia rodu ma charakter pasjonującej gawędy, której autor porywa czytelnika na równo arcyciekawymi biogramami, jak i wspaniale odmalowanym tłem kolejnych dziesięcioleci XX wieku. To także opowieść o ludziach niezwykle zdolnych, którym przyszło żyć w czasach nie pozwalających na rozwój pasji, talentu, zmuszających do zderzenia z trudną rzeczywistością.
Po raz kolejny Urbanek stanął na wysokości zadania. Stworzył fascynującą opowieść, której dodatkową zaletą jest ukazanie bohaterów z najróżniejszych stron, w najróżniejszych aspektach życia.
Wszystko, to co jeszcze mogłabym powiedzieć o Kisielewskich, o stylu pisania Urbanka znajdziecie we wcześniejszych moich recenzjach książek tego biografa.
Zachęcam do lektury.
Recenzja mojego męża.
Tytułowi Kisielewscy, to jedna rodzina, a w niej trzy pokolenia, cztery fascynujące osobowości. Mariusz Urbanek, który zasłynął świetnymi biografiami, tym razem pokusił się o stworzenie rodowej monografii. Efekt końcowy w postaci niniejszej książki, jak zwykle rewelacyjny.
Kisielewscy to niebanalna, wręcz niezwykłą rodzina obecna na polskim firmamencie kulturalnym od blisko wieku. Do najznamienitszych postaci rodziny należeli (należą) - Jan August Kisielewski, dramaturg i jeden z założycieli kabaretu Zielony Balonik, autor, którego sztukę Teatr Miejski wystawił w Krakowie w 1899 roku. Pisał on także wspaniałe recenzje teatralne czasowo pomieszkując w Warszawie. Niestety, pokonała go straszna choroba.
Zygmunt, pisarz, radiowiec, z przekonań piłsudczyk, konspirator, który całkiem sporo czasu spędził w aresztach i więzieniach – ojciec Stefana Kisielewskiego.
Następnie słynny i znanym większości osób ze słyszenia Kisiel, kompozytor, publicysta, pisarz, wybitna osobowość życia politycznego i społecznego, enfant terrible Polski Ludowej.
Wacław Kisielewski, to jego syn, który parał się m.in. wspaniałymi koncertami w duecie fortepianowym Marek i Wacek. Był także hazardzistą, którego fortuna zgodnie z powiedzeniem kołem się toczyła. Był także nieprzejednanym wrogiem ustroju komunistycznego, w którym musiał żyć.
Aktualne (jeżeli można tak określić) pokolenie rodu, to Jerzy Kisielewski, dziennikarz, i Krystyna Kisielewska-Sławińska, romanistka i tłumaczka.
To nich, o ich życiu, twórczościach, pasjach, smutkach i radościach jest ta książka. Pomiędzy opowieść o życiu bohaterów Urbanek wplata burzliwe dzieje XX-wiecznej Polski. Taki miks po raz kolejny udaje mu się po mistrzowsku i dzięki temu książkę czyta się wręcz z rozkoszą.
Książka, monografia rodu ma charakter pasjonującej gawędy, której autor porywa czytelnika na równo arcyciekawymi biogramami, jak i wspaniale odmalowanym tłem kolejnych dziesięcioleci XX wieku. To także opowieść o ludziach niezwykle zdolnych, którym przyszło żyć w czasach nie pozwalających na rozwój pasji, talentu, zmuszających do zderzenia z trudną rzeczywistością.
Po raz kolejny Urbanek stanął na wysokości zadania. Stworzył fascynującą opowieść, której dodatkową zaletą jest ukazanie bohaterów z najróżniejszych stron, w najróżniejszych aspektach życia.
Wszystko, to co jeszcze mogłabym powiedzieć o Kisielewskich, o stylu pisania Urbanka znajdziecie we wcześniejszych moich recenzjach książek tego biografa.
Zachęcam do lektury.
poniedziałek, 18 maja 2015
Genialni. Lwowska szkoła matematyczna - Mariusz Urbanek
Wydawnictwo Iskry, Moja ocena 6/6
Tytułowa Lwowska szkoła matematyczna, to polska naukowa szkoła matematyczna, która działała we Lwowie w okresie 20-lecia międzywojennego. O ludziach stanowiących zarówno serce jak i mózg owej szkoły wspaniale (jak zwykle zresztą) napisał Mariusz Urbanek.
Kwintesencją lwowskiej szkoły było 20 osób, ale Urbanek pisze o najważniejszych z ważnych, do których zaliczają się: Stefan Banach, Hugo Steinhaus, Stanisław Mazur i Stanisław Ulam.
Pierwsze co niesamowicie zaskoczyło mnie w trakcie lektury, to ukazanie sposobu pracy matematyków. Uczony, matematyk, badacz z reguły kojarzy nam się z człowiekiem pracującym wśród książek,zamkniętym w swoim gabinecie niczym w jaskini różnych przyrządów. Portret uczonych, który przed czytelnikiem odmalowuje Urbanek jest zgoła inny. Pierwszym Novum jest fakt, iż panowie spotykali się i pracowali na ogół w licznych lwowskich...w kawiarniach, a burze mózgów miały miejsce przy filiżance kawy lub lampce koniaku.
Różniło ich wszystko -wiek, pochodzenie społeczne, spojrzenie na życie, narodowość, łączyły - wielki umysł i miłość do matematyki.
Urbanek wspaniale opowiada o uczonych normalnie, bez zadęcia, bez gloryfikacji ich niewątpliwego geniuszu. Pisze p ich życiu, o tym co ich ukształtowało, jak dorastali, jak studiowali, co się z nimi działo w kolejnych latach, do czego doszli jako matematycy i jaki wpływ miał na nich wybuch II wojny światowej. Ich losy wojenne były trudne, podobnie jak większości ich rodaków. Steinhaus będąc żydowskiego pochodzenia musiał się ukrywać. Mazur pracował jako sprzedawca, a Banach (tu uwaga..) był karmicielem wszy w jednym, z instytutów, gdzie prowadzono badania nad tyfusem plamistym.
Jak wspomniałam na wstępie, lwowska szkoła to nie tylko w/w czterej uczeni. Było ich więcej. Wielu z nich zginęło w Katyniu, kilkoro zostało zamordowanych w innych miejscach np. na Wzgórzach Wuleckich. Ci, którzy wojnę przeżyli uczyli póżniej w różnych polskich uczelniach.
W trakcie lektury łza wzruszenia i żalu kręci się w oku. Powodem jest świadomość tego, jak wiele ludzkich istnień zginęło na skutek nazistowskich działań, jak wielu zwyczajnych i wybitnych ludzi straciło życie, możność działania. Dodatkowym powodem jest tęsknota za tym co już nie wróci, za przedwojennym Lwowem, o którym Urbanek pisze po prostu genialni. Z każdej kartki wyziera doskonałe przygotowanie merytoryczne autora oraz atmosfera przedwojennej kawiarni, ówczesnego Lwowa i wielkiej burzy mózgów wybitnych osób.
Genialnie napisana książka, którą się wręcz połyka.
Mariusz Urbanek jak zwykle mnie zachwycił. Gorąco zachęcam do lektury.
Tytułowa Lwowska szkoła matematyczna, to polska naukowa szkoła matematyczna, która działała we Lwowie w okresie 20-lecia międzywojennego. O ludziach stanowiących zarówno serce jak i mózg owej szkoły wspaniale (jak zwykle zresztą) napisał Mariusz Urbanek.
Kwintesencją lwowskiej szkoły było 20 osób, ale Urbanek pisze o najważniejszych z ważnych, do których zaliczają się: Stefan Banach, Hugo Steinhaus, Stanisław Mazur i Stanisław Ulam.
Pierwsze co niesamowicie zaskoczyło mnie w trakcie lektury, to ukazanie sposobu pracy matematyków. Uczony, matematyk, badacz z reguły kojarzy nam się z człowiekiem pracującym wśród książek,zamkniętym w swoim gabinecie niczym w jaskini różnych przyrządów. Portret uczonych, który przed czytelnikiem odmalowuje Urbanek jest zgoła inny. Pierwszym Novum jest fakt, iż panowie spotykali się i pracowali na ogół w licznych lwowskich...w kawiarniach, a burze mózgów miały miejsce przy filiżance kawy lub lampce koniaku.
Różniło ich wszystko -wiek, pochodzenie społeczne, spojrzenie na życie, narodowość, łączyły - wielki umysł i miłość do matematyki.
Urbanek wspaniale opowiada o uczonych normalnie, bez zadęcia, bez gloryfikacji ich niewątpliwego geniuszu. Pisze p ich życiu, o tym co ich ukształtowało, jak dorastali, jak studiowali, co się z nimi działo w kolejnych latach, do czego doszli jako matematycy i jaki wpływ miał na nich wybuch II wojny światowej. Ich losy wojenne były trudne, podobnie jak większości ich rodaków. Steinhaus będąc żydowskiego pochodzenia musiał się ukrywać. Mazur pracował jako sprzedawca, a Banach (tu uwaga..) był karmicielem wszy w jednym, z instytutów, gdzie prowadzono badania nad tyfusem plamistym.
Jak wspomniałam na wstępie, lwowska szkoła to nie tylko w/w czterej uczeni. Było ich więcej. Wielu z nich zginęło w Katyniu, kilkoro zostało zamordowanych w innych miejscach np. na Wzgórzach Wuleckich. Ci, którzy wojnę przeżyli uczyli póżniej w różnych polskich uczelniach.
W trakcie lektury łza wzruszenia i żalu kręci się w oku. Powodem jest świadomość tego, jak wiele ludzkich istnień zginęło na skutek nazistowskich działań, jak wielu zwyczajnych i wybitnych ludzi straciło życie, możność działania. Dodatkowym powodem jest tęsknota za tym co już nie wróci, za przedwojennym Lwowem, o którym Urbanek pisze po prostu genialni. Z każdej kartki wyziera doskonałe przygotowanie merytoryczne autora oraz atmosfera przedwojennej kawiarni, ówczesnego Lwowa i wielkiej burzy mózgów wybitnych osób.
Genialnie napisana książka, którą się wręcz połyka.
Mariusz Urbanek jak zwykle mnie zachwycił. Gorąco zachęcam do lektury.
niedziela, 18 sierpnia 2013
Brzechwa nie dla dzieci - Mariusz Urbanek
Wydawnictwo Iskry, Okładka twarda, 400 s., Moja ocena 6/6
Doskonała biografia ukazująca niebanalnego człowieka.
Któż nie zna Jana Brzechwy, któż nie zna np. jego Kaczki Dziwaczki, czy Akademii Pana Kleksa? Chyba nie ma takiej osoby. Ale na ile znamy twórcę wierszy i bajek dziecięcych?
Po lekturze biografii pióra Mariusza Urbanka, mogę napisać, że Brzechwy nie znałam w ogóle.
Urbanek w swojej książce ukazuje trzy twarze Brzechwy - prawnika, którym był z wykształcenia i zawodu Jan Lesman (bo tak brzmiało prawdziwe nazwisko Brzechwy), doskonałego o niezwykle ciętym piórze satyryka o pseudonimie Szer-szeń i trzecią twarz, która jest w zasadzie wszystkim znana - bajkopisarza Jana Brzechwy.
Każdą z twarzy Pana Jana (jak pozwolę sobie nazywać Brzechwę, bo w zasadzie jak inaczej go nazywać...jednoznacznie żadnym nazwiskiem ani pseudonimem nie da się) Mariusz Urbanek opisuje z niezwykłą dbałością o szczegóły. Od razu rzuca się w oczy doskonałe przygotowanie merytoryczne autora. Żeby zgromadzić tak wiele materiału dot. Pana Jana, wyszperać co smakowitsze kąski (których w książce znajdziemy bardzo dużo) Urbanek musiał zadać sobie bardzo wiele trudu. Praca włożona w stworzenie niniejszej pozycji dała fantastyczny efekt, którym jest rzetelna, arcyciekawa, a momentami wręcz porywająca biografia, po którą bez wątpienia warto sięgnąć.
Sporo w książce nawiązań do przyjaciół, rodziny Pana Jana. Ot chociażby, jak w przypadku powstania pseudonimu Jan Brzechwa. Ten pseudonim literacki jest zasługą Bolesława Leśmiana, który był kuzynem Pana Jana. To za jego namową poeta i bajkopisarz zaczął podpisywać nim swoje utwory. Ponieważ Bolesław Leśmian także pisał wiersze, obaj panowie uznali, że nie może być poety Lesmana i Leśmiana. I tak na firmamencie polskiej literatury, pojawił się Jan Brzechwa.
Dodatkowym plusem są wspaniale nakreślone obrazy przed- i powojennej Polski, wraz ze zmieniającym się społeczeństwem, przewijającą się w tle historią i zmianami ustrojowymi. Dla mnie, łodzianki, najciekawszymi były opisy Łodzi tuż po wojnie. Wspaniałe, poruszające opisy.
Wspomniałam, że w książce nie brak smakowitych kąsków. Jednak tych, którzy obawiają się ciekawostek rodem z tabloidów pragnę uspokoić, są to anegdoty, ale na bardzo wysokim poziomie, z dbałością o wiarygodność. Urbanek stroni od taniej sensacji, choć burzliwe i w wielu momentach różnie oceniane życie Pana Jana, mogłoby dostarczyć licznych pikantnych plotek i ubarwić niejedną biografię. Autorowi książki zależy jednak przede wszystkim na prawdzie i ukazaniu swojego bohatera oraz jego życia, takimi jakimi były w rzeczywistości.
Poznajemy więc wspaniałego autora bajek dla dzieci, a jednocześnie zdolnego prawnika, wręcz nałogowego gracza w brydża, wielbiciela płci przeciwnej, człowieka z niesamowitym wręcz poczuciem humoru, walczącego o wolność w oddziałach Piłsudskiego, a wiele lat póżniej członka jedynej słusznej PZPR. Która z twarzy, osobowości Pana Jana jest tą prawdziwą? Czy któraś, z ukazanych przez Urbanka jest w ogóle prawdziwa w 100%. A może każda po trochu? Jaki był Pan Jan w kontaktach z najbliższymi oraz współpracownikami? Co go skłoniło do podjęcia wielu bardzo kontrowersyjnych decyzji?
Na te i wiele innych pytań znajdziecie odpowiedż w niniejszej książce. Całość napisana jest pięknym językiem, dopracowana w każdym calu zarówno pod względem stylistycznym, jak i merytorycznym.
Dodatkową, swoistą wisienką na torcie są liczne zdjęcia Pana Jana i wywiad, jaki Mariusz Urbanek przeprowadził z córką naszego bohatera. Gorąco zachęcam do lektury.
Po Brzechwę nie dla dzieci powinien sięgnąć każdy, kto podobnie jak ja wychował się na Akademii Pana Kleksa, Szelmostwach Lisa Witalisa czy Ptasim radiu .
Ponieważ od wielu osób słyszałam, że biografia Władysława Broniewskiego pióra Mariusza Urbanka jest jeszcze lepsza niż biografia Brzechwy, w najbliższych dniach planuję zakup biografii Broniewskiego. Już ciesze się na fascynującą lekturę.
Doskonała biografia ukazująca niebanalnego człowieka.
Któż nie zna Jana Brzechwy, któż nie zna np. jego Kaczki Dziwaczki, czy Akademii Pana Kleksa? Chyba nie ma takiej osoby. Ale na ile znamy twórcę wierszy i bajek dziecięcych?
Po lekturze biografii pióra Mariusza Urbanka, mogę napisać, że Brzechwy nie znałam w ogóle.
Urbanek w swojej książce ukazuje trzy twarze Brzechwy - prawnika, którym był z wykształcenia i zawodu Jan Lesman (bo tak brzmiało prawdziwe nazwisko Brzechwy), doskonałego o niezwykle ciętym piórze satyryka o pseudonimie Szer-szeń i trzecią twarz, która jest w zasadzie wszystkim znana - bajkopisarza Jana Brzechwy.
Każdą z twarzy Pana Jana (jak pozwolę sobie nazywać Brzechwę, bo w zasadzie jak inaczej go nazywać...jednoznacznie żadnym nazwiskiem ani pseudonimem nie da się) Mariusz Urbanek opisuje z niezwykłą dbałością o szczegóły. Od razu rzuca się w oczy doskonałe przygotowanie merytoryczne autora. Żeby zgromadzić tak wiele materiału dot. Pana Jana, wyszperać co smakowitsze kąski (których w książce znajdziemy bardzo dużo) Urbanek musiał zadać sobie bardzo wiele trudu. Praca włożona w stworzenie niniejszej pozycji dała fantastyczny efekt, którym jest rzetelna, arcyciekawa, a momentami wręcz porywająca biografia, po którą bez wątpienia warto sięgnąć.
Sporo w książce nawiązań do przyjaciół, rodziny Pana Jana. Ot chociażby, jak w przypadku powstania pseudonimu Jan Brzechwa. Ten pseudonim literacki jest zasługą Bolesława Leśmiana, który był kuzynem Pana Jana. To za jego namową poeta i bajkopisarz zaczął podpisywać nim swoje utwory. Ponieważ Bolesław Leśmian także pisał wiersze, obaj panowie uznali, że nie może być poety Lesmana i Leśmiana. I tak na firmamencie polskiej literatury, pojawił się Jan Brzechwa.
Dodatkowym plusem są wspaniale nakreślone obrazy przed- i powojennej Polski, wraz ze zmieniającym się społeczeństwem, przewijającą się w tle historią i zmianami ustrojowymi. Dla mnie, łodzianki, najciekawszymi były opisy Łodzi tuż po wojnie. Wspaniałe, poruszające opisy.
Wspomniałam, że w książce nie brak smakowitych kąsków. Jednak tych, którzy obawiają się ciekawostek rodem z tabloidów pragnę uspokoić, są to anegdoty, ale na bardzo wysokim poziomie, z dbałością o wiarygodność. Urbanek stroni od taniej sensacji, choć burzliwe i w wielu momentach różnie oceniane życie Pana Jana, mogłoby dostarczyć licznych pikantnych plotek i ubarwić niejedną biografię. Autorowi książki zależy jednak przede wszystkim na prawdzie i ukazaniu swojego bohatera oraz jego życia, takimi jakimi były w rzeczywistości.
Poznajemy więc wspaniałego autora bajek dla dzieci, a jednocześnie zdolnego prawnika, wręcz nałogowego gracza w brydża, wielbiciela płci przeciwnej, człowieka z niesamowitym wręcz poczuciem humoru, walczącego o wolność w oddziałach Piłsudskiego, a wiele lat póżniej członka jedynej słusznej PZPR. Która z twarzy, osobowości Pana Jana jest tą prawdziwą? Czy któraś, z ukazanych przez Urbanka jest w ogóle prawdziwa w 100%. A może każda po trochu? Jaki był Pan Jan w kontaktach z najbliższymi oraz współpracownikami? Co go skłoniło do podjęcia wielu bardzo kontrowersyjnych decyzji?
Na te i wiele innych pytań znajdziecie odpowiedż w niniejszej książce. Całość napisana jest pięknym językiem, dopracowana w każdym calu zarówno pod względem stylistycznym, jak i merytorycznym.
Dodatkową, swoistą wisienką na torcie są liczne zdjęcia Pana Jana i wywiad, jaki Mariusz Urbanek przeprowadził z córką naszego bohatera. Gorąco zachęcam do lektury.
Po Brzechwę nie dla dzieci powinien sięgnąć każdy, kto podobnie jak ja wychował się na Akademii Pana Kleksa, Szelmostwach Lisa Witalisa czy Ptasim radiu .
Ponieważ od wielu osób słyszałam, że biografia Władysława Broniewskiego pióra Mariusza Urbanka jest jeszcze lepsza niż biografia Brzechwy, w najbliższych dniach planuję zakup biografii Broniewskiego. Już ciesze się na fascynującą lekturę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





